
Ale często się używa takiego argumentu, w wielu wypowiedziach — przepraszam, że panu przerywam — takiego, że po prostu ten żeglarz nazwijmy go rekreacyjny czegoś oczekuje, czegoś chce od Związku.
Jeżeli chcę pojeździć na rowerze nie muszę się zapisywać do Związku Kolarskiego ani żadnych norm jego spełnić.
Chce pan jeździć po ścieżkach rowerowych...
Niekoniecznie. Jeżeli babcia jedzie po chleb do GS-u, to ona nie musi spełniać żadnych norm technicznych roweru na przykład Związku Kolarskiego.
Ale kartę rowerową musi mieć...
Nie, reguluje to prawo państwowe. Jeżeli ja chcę popłynąć z Górek na Hel to muszę spełniać (wymagania związkowe — red.), ja nie rozumiem tego...
Dobrze, ale jeżeli ta sama babcia jedzie nie rowerem, tylko maluchem, to już w zupełnie inną kategorię wpada!
Ale ona nie musi spełniać warunków Polskiego Związku Motorowego...
Chce mi pan powiedzieć, że może jechać po prawej stronie albo po lewej stronie?
Nie, bo to regulują przepisy, ja nie mówię, że ja nie mam znać przepisów...
To jest kwestia przepisów, pan stosuje takie spojrzenie na rzeczywistość bardzo wybiórczo.
Nie, babcia jadąc na tym rowerze musi znać przepisy, ale nie musi...
Nie będziemy spraw żeglarstwa ilustrowali babcią w GS-ie, no na litość boską, poważni ludzie jesteśmy, więc pana pytam, co z punktu widzenia takiego tradycyjnego żeglarza jest istotne, i co by chciał mieć od Związku — pan mówi, że nic i to jest odpowiedź...
Nie, nie powiedziałem, że nic! Ja powiedziałem, żeby Związek nic nie chciał ode mnie! To jest moja odpowiedź.
www.samoster.w.szu.pl/index.php?doc=5

Na stronie internetowej PZŻ (http://www.pya.org.pl/Main/05.03.2005.htm) można przeczytać protokół ze styczniowej Narady Środowiskowej Żeglarstwa Śródlądowego:
Kolega Bogdan Grabowski zwrócił uwagę na wysoką ocenę jaką Komisja Rewizyjna wystawia Komisji Żeglarstwa Śródlądowego. Porównując Komisję Żeglarstwa Śródlądowego z Kapitanatem Sportowym podkreślił, że w Komisji Sportu działają zawodowcy, a w Komisji Żeglarstwa Śródlądowego sami amatorzy. Mówił o chamstwie, które staje się dokuczliwe i coraz częściej pojawia się na żeglarskich szlakach i o inicjatywach KŻŚ jego tępienia.
Zdaniem kolegi Grabowskiego strategiczne znaczenie dla przyszłej działalności KŻŚ powinno mieć zainteresowanie się blisko 2 milionową rzeszą żeglarzy nie zrzeszonych w Klubach i sekcjach żeglarskich. Związek jest związkiem sportowym, a „turystyka trzyma się PZŻ końcami paznokci” i może runąć! Błędem jest, że Związek „nie widzi żeglarzy nie zrzeszonych”. A to może być wielki rynek do zagospodarowania przez Związek, którego reprezentantem powinna być KŻŚ.
Należy powołać „Kapitanat Jachtingu”, który może powstać na bazie obecnego Statutu. 95% środków Związek przeznacza na sport (z dotacjami celowymi państwa). Związek się rozwija (zwiększa się liczba klubów i członków) tylko przed Sejmikiem.
Jak to miło być rynkiem do zagospodarowania. Z pewnością rzucimy się Kapitanatowi Jachtingu w ramiona.
Sterowanie nawą żeglarską stało się niepostrzeżenie w ciągu ostatnich lat okropnie skomplikowaną rzeczą. Gdzieś w siną dal odpłynęły czasy, gdy dla zarządzania żeglarstwem polskim wystarczał prosty Zarząd Polskiego Związku Żeglarskiego i jakiś społeczny sekretarz. Dziś mamy Zarząd, Prezydium Zarządu, Sekretarza Generalnego i wielki sekretariat oraz 17 (siedemnaście) Bardzo Wysokich Komisji do Bardzo Ważnych Spraw.
Łączność pomiędzy samymi Komisjami to już problem sam w sobie, nic więc dziwnego, że zaczęły się już zdarzać wypadki, że co niektórzy członkowie nawet wysokiego Prezydium nie bardzo wiedzieli jakie to są właściwie komisje i czym się zajmują. Tak więc powstała już praktycznie konieczność skodyfikowania zakresów prac wszystkich komórek PZŻ — co zajmuje oczywiście całkowicie czas — odpowiedniej Komisji. Trudności w tym zbożnym dziele piętrzą się, gdyż właściwie Komisje przestały być już Komisjami, a stały się kolegiami, a poza tym rzecz nie kończy się na budynku przy ul. Chocimskiej 14 w Warszawie. Istnieją przecież Samodzielne Okręgowe Zarządy PZŻ, a ponieważ ideą przewodnią owej samodzielności i było stworzenie ich na równie dobrym poziomie, co dawniejszy Zarząd Główny — tak więc i OZŻ powoli obrastają Komisjami (Kolegiami?) szczebla okręgowego!
Ba, żeby komplikacje w sterowaniu żeglarstwem ograniczały się tylko do jego wewnętrznej struktury organizacyjnej! Ale też niejeden Wysoki Urząd ma coś w tym żeglarstwie do powiedzenia! I płyną szeroką falą kodeksy, przepisy, zarządzenia i regulaminy, a że życie jest zwykle bogatsze, niż myśl ustawodawcy, więc do tych regulaminów poprawek, a interpelacji i ważnych orzeczeń co niemiara. Nie dziwię się więc specjalnie, że kapitanów coraz mniej, bo trzymać krzepko za rumpel i sterować po wodzie potrafiłoby wielu ludzi, ale płynięcie po fali papieru to już sztuka osobliwa dla wybranych.
Żagle nr 6 (100) czerwiec 1967 r. Felieton „Głos kapitana”.
Podpisano: Przemysław j.k.m.
Smok on the Water — biuletyn informacyjny przyjemniaczków — Nr 1
Polska Federacja Żeglarska